Excuse me; these are mainly the language jokes - most of them completely impossible to translate. Choose one from the following:
Jest taki okres w nauce mówienia, kiedy dzieci unikają zdrobnień.
Wszyscy rodzice o tym wiedzą. Nas jednak wprowadziły w zdumienie takie
słowa w ustach naszych dzieci, jak
| gąba | - gąbka, |
| stat | - statek, |
| pat | - patyk, |
| Mar | - Marek. |
Marek ciągnie po podłodze jakiś sznurek. Babcia pyta:
- Co robisz, Marku?
Marek nic.
- Marku, w co się bawisz?
Cisza.
- Marku, odpowiedz Babci - zachęca Tato.
Marek wreszcie odpowiada półgębkiem:
- Konik nie mówi.
I dalej ciągnie swój sznurek.
- Kotek weszł na płotek - krzyczy Agnieszka.
- Wszedł - mówi do niej Ela.
- O, nie może wszejść - konkluduje mała.
- Co robisz, mój kocie? - zwraca się do Agnieszki Tato.
- Ja nie jestem koć, tylko kotek! - odpowiada kotek.
Marek, głównie zajęty sobą, zaczyna pomału spostrzegać innych.
Któregoś dnia, w związku z jakąś wzruszającą sprawą, tatusiowi
zakręciły się łzy w oczach. Marek przebiegał właśnie przez pokój.
Hamuje, podchodzi do taty i kiwając głową mówi ze zrozumieniem:
- Dostałeś lanie od Mamy, Tata?
Marek obserwuje życie dorosłych.
- Tato poszedł do pracy. Zje kanapki i zaraz wróci.
Przed snem śpiewamy dzieciom różne piosenki, między innymi "Panienkę":
... kolejny dzień odfrunął nam, jak ptak...
Marek prosi Mamę: Zaśpiewaj o tym dzieniu kolejowym!
Dzieci mają czasem swoje przyzwyczajenia, i nie sposób ich zmienić.
Agnieszka lubi piosenkę z Domowego Przedszkola, o deszczu:
... lecą w dół, lecą w dół, srebrne koraliki
... moczą drzewa, moczą pola, domy i chodniki.
Agnieszka za każdym razem dodaje, całkiem poza rytmem i rymem:
... - i lasy!
Marek jest zaciekawiony zmianą warty przy grobie Nieznanego Żołnierza
(a rodziców fascynuje dykcja dowódców, którzy tą zmianą dowodzą).
W domu Marek wykonuje zwroty i sam sobie wydaje komendy:
- Uep! Bep!!!
Rodzicom też czasem się uda:
| Dowolny rodzic: | - Jedz, jedz, kotku. |
| Dowolny Bóbr: | - Jestem pisklątko. |
| Rodzic: | - No to jedz, pisklątko. |
| Pisklątko: | - Pi, pi! |
| Rodzic: | - Pi, pi. Dwa pi er. |
| Pisklątko: | - ? |
| Drugi rodzic: | - Cztery trzecie pi er sześcian. |
| Obydwa Pisklątka: | - ??? (I znów nie jedzą. Kolejna klęska dydaktyczna.) |
I znów się udało rodzicom:
Rozmawiamy wieczorem o tym, co najbardziej interesuje nasze dzieci.
Marek ostatnio dużo pyta o zwyczaje różnych zwierzątek:
| Marek: | - Jak robi pingwin? |
| Mama spokojnie odpowiada: | - Pingwin robi bardzo blisko, bo jest malutki. |
Styczeń 1998.
Agnieszka wygłasza pierwsze zdania o charakterze obserwacji ogólnych:
- Samoloty są kolorowe, a samochody po prostu jeżdżą.
A nawet filozofuje:
- Mama, wieś cio... ja nie wiem, cio wiem!
Nie unikamy też klasyki.
| Agnieszka płacze: | - Uderzyłam się!!! |
| Mama: | - O! W co się uderzyłaś? |
| Agnieszka: | - W podłogę! |
| Mama: | - Ale gdzie? |
| Agnieszka: | - W kufni! Aaaa!!! |
| Mama nie traci nadziei: | - Ale w którym miejscu??? |
| Agnieszka (nie wypada z konwencji): | - U Cioci Ewy! |
Marek był bardzo grzeczny. Sam ułożył równo kołdrę. Tato
gratuluje Markowi, a później, na wszelki wypadek, także Agnieszce.
| Tato: | - Możecie sobie pogratulować. |
| Marek do Agnieszki: | - Gratulujemy się? |
| Agnieszka (wyciągając rączkę): | - Gratu, gratu! |
Maj 1998.
Agnieszka widząc maleńkiego pająka:
- Mamo! Ten pajączek jest ledwy!
I znów Agnieszka:
- Mama, a co będzie w piątek?
- Dzisiaj jest piątek.
- A kiedy będzie dziesiątek?
Czerwiec 1998.
Marek:
- Bez okularów Tata wygląda jakoś dziwnie...
- A w okularach?
- Rorrmarnie!
Ni stąd, ni zowąd Marek pyta:
- Czy Pan Jezus zabierze wszystkich do nieba?
I od razu sam sobie odpowiada:
- Nie, nie zabierze tych, którzy palą papierosy. Bo taki ktoś, kto
pali papierosy, to zabierze ze sobą dużo papierosów, będzie je
palił i Panu Jezusowi będzie duszno.
Chodzimy po lesie i oglądamy rozmaite grzyby. Większość z nich, to
niestety psie grzybki. Widzieliśmy także hubę. Marek powtarza sobie
nowo zdobytą wiedzę.
- Te grzyby psowe i kotowe i drzewowe są niedobre do jedzenia.
Po myciu Tato wyciera Agnieszkę.
- Podnieś nóżkę, córeczko.
Agnieszka podnosi.
- A teraz podnieś drugą.
- Nie mogę!
- Podnieś drugą nóżkę, Agnieszko!
Na twarzy córki maluje się niepokój. Buzia zaczyna przybierać
kształt podkówki.
Nagle Tato doznaje
olśnienia!
- To najpierw postaw tę pierwszą nóżkę, a potem podnieś
drugą.
Agnieszka bez trudu wykonuje manewr. Na jej inteligentnej twarzyczce
widać ulgę.
Sierpień 1998.
Agnieszka:
- Żaba kumkuje. Ona nie robi mówiu-mówiu, tylko kum-kum.
(A z tego będą się śmiać tylko prac. nauk. :-)
Agnieszka:
- Mama, ten motylek mnie doknął!
I od tej chwili Agnieszka jest już post-dok.
I znów Agnieszka:
- Mama, co to?
- Cmentarz, córeczko.
- A co to jest cmentarz?
- To jest takie miejsce, gdzie pozostają pamiątki po tych ludziach,
którzy już nie żyją i poszli do Pana Jezusa.
- Ale my jeszcze żyjemy, Mama?
- Tak, my jeszcze całkiem żyjemy, Agnisiu.
- Mama, a jak już będziemy starzy, to sobie kupimy taką długą
drabinę, przybijemy ją mocno gwoździami, żeby się trzymała,
i pójdziemy sobie prosto do nieba!
| Mama: | - Agnieszko, czy lubisz porzeczki? |
| Agnieszka: | - Nie, bo są kwaśne. |
| Marek: | - Ale porzeczki mają dużo witamin. |
| Agnieszka: | - Ale ja nie lubię witamin. |
| Marek: | - Ale Agnieszko, ty masz chore kolanko, to musisz jeść witaminy. |
| Agnieszka: | - Mama, czy lizaki mają witaminy? |
Dzieci już od dawna mówią prawidłowe, dźwięczne "r". Teraz uczymy
się "sz" i "ż".
Tata prosi Agnieszkę:
- Powiedz "szczupak"!
Cisza.
- Agnisiu, powiedz: "szszszczupak" - prosi Tata.
Cisza.
- Agnisiu, proszę Cię, powiedz: "szszszczupak"!
Agnieszka po chwili, z filuternym uśmiechem:
- Rrrryba!
Niejeden anglista byłby zachwycony następującą wypowiedzią Marka:
- W pokoju jest nikt!
- Pokaż! - domaga się Agnieszka, i pędzi zobaczyć.
Podsłuchane:
- Agnieszka, wiesz, jaka jest godzina?
- Jaka? - pyta Agnieszka.
- Taka! - krzyczy Marek, rozkładając ręce pod kątem prostym.
Agnieszka, zamiast jeść śniadanie, bawi się w żyrafę. Tato wygłasza przemowę
zachęcąjcą do jedzenia. Na to Mama:
- Przecież ona tego wogóle nie pojmuje. Jej rozumek jest w stanie przyjąć
tylko proste, krótkie informacje. Na przykład: "kot".
Tato, który zna się na logice, wygłasza kolejną przemowę o tym, że "kot"
to jedna informacja, a z kolei "nie kot" to już dwie: że "coś", i że
"nie coś". Agnieszka przysłuchuje się temu z uwagą, bawiąc się dalej i ciągle
nie jedząc.
W końcu Tato przestaje teoretyzować i mówi prosto i krótko:
- Jedz!
Agnieszka na chwilę przerywa zabawę. Po czym mówi:
- Mama, cy ja mogę być kotem?
I dalej nie je!
Różne:
Kufnia. Helichopter. Dinozarł. On tam będzie był. Bagunki.
Przy okazji kąpieli w wannie czasem prowadzimy filozoficzne, a nawet
teologiczne rozmowy. Marek pyta:
- Tata, jakie jest to nasze mieszkanie w niebie?
- Nie wiem, synku. Tego nikt nie wie. Na pewno jest bardzo piękne...
Marek jednak sam zna odpowiedź:
- Ono jest puste!
Dzieci wracają z przedszkola. Panuje tam ostatnio wśród czterolatków
moda na śluby. Agnieszka proponuje:
- Marek, ozenimy się?
Marek nie wykazuje entuzjazmu.
- Moze potem.
Agnieszka nie rezygnuje:
- Marek, ozeń się ze mną!
- Moze po podwiecorku.
- No to się pocałujmy!
- Jak się ozenimy - odpowiada trzeźwo Marek.
Agnieszka powoli się zniechęca.
- No to ja się ozenię z Krystianem.
Marek w płacz! Ale nie wiadomo czemu. Przecież on już wcześniej ożenił się
z Karolinką!
Agnieszka:
- Mamusiu, jaka ty jesteś piękna! Jesteś dokładnie taka sama, jak ja.
Dzieci bawią się balonikiem. Marek bada prawo grawitacji.
- Mama, dlaczego balonik spada na ziemię?
Agnieszka odpowiada bez chwili wahania:
- Bo balonik jest okrągły, a powietrze jest cieniutkie!
Na ulicy Agnieszka zauważa łysego pana. Za chwilę drugiego.
- Mama, wszyscy panowie nie mają włosów.
I od razu komentuje:
- Oni je sobie sami wyrywają. Bo oni nie wiedzą, co mają robić!
Marek:
- Mama, ja dziś w przedszkolu wziąłem ślub z Karolinką.
- Znowu... A ksiądz był?
- Nie, nie było księdza.
- No, to co to za ślub, bez księdza.
- Mama, to nie był taki ślub w kościele. To był taki drugi, sztuczny.
Agnieszka mówi do Eli:
- Ja chcę mieć małego słonika!
Wtrąca się Marek:
- Maciek ma takiego słonika.
Agnieszka:
- Ale ja nie mam!
Marek zna rozwiązanie.
- To się ożeń z Maćkiem, i wtedy będziesz miała.
Marek zrozumiał, na czym polega wspólnota małżeńska. Nas obserwuje!
Agnieszka ciągle identyfikuje się ze wszystkim, co spotka.
- Tata, ja będę tą żabką!
- Skoro tak, to może zostaniesz tu w lesie, a żabka pójdzie ze mną do domu.
Agnieszka myśli chwilę.
- To ja nie będę żabką, bo może żabka nie chce być mną, i wtedy będzie
nikim!
Jedziemy przez las. Agnieszka:
- Czy w tym lesie są wilki?
Marek:
- Są, ale wilki boją się ludzi. Chyba, że są strrrasznie głodne. Wtedy
połykają ludzi.
- Bez gryzienia?
Dzieci przyjaciół (gościnnie):
| Agnieszka: | - Ja chcę dziś siedzieć koło Agatki. |
| Tomek: | - Agnieszko, miałaś siedzieć przy mnie! |
| Agnieszka: | - No to ja już nie wiem, co zrobimy. |
| Agatka: | - Ale Agnieszka ma dwie strony. |
| Tomek: | - Rzeczywiście. Zapomniałem o tym. |
W sierpniu córeczka naszych przyjaciół, Ewa (rówieśniczka Marka), miała lepsze powiedzonka niż Bobry.
Ewa budzi się w środku nocy:
- Mamo! Coś mi się śniło! Ale tak bez sensu, że nie warto opowiadać.
Zamiast ładnie poprosić, Ewa ciągle mówi "chcę". Tato przypomina jej:
- Córeczko, jest takie specjalne, magiczne słowo na "p".
Ewa:
- Pokus hokus?
I znów Bobry. Jesteśmy nad jeziorem. Coś dużego fruwa nam nad głowami.
Agnieszka:
- Mama! Gzz!
Marek, mówiąc o przedszkolu:
- Ja już teraz pójdę do starszaków!
Agnieszka natychmiast odparowuje:
- A ja do bliźniaków!
Dzieci oglądają w TV transmisję z przedstawienia w cyrku. Trzy małe
dziewczynki (7-12 lat) prezentują gimnastykę artystyczną na wysokim
poziomie. Wujek pyta:
- A ty tak umiesz, Marku?
Marek odpowiada:
- Phi, one są tresowane, Wujku, a ja jestem normalny.
Po pierwszej w życiu dzieci nocy w górskim schronisku:
- Jak ci się spało, Marku?
- Spałem jak twardy suseł!
Zjeżdżając rowerem ze schroniska na Polanie Chochołowskiej Marek i Tato
grają w taką grę, że trzeba powiedzieć słowo zaczynające się na literę, na jaką kończy
się słowo powiedziane przez poprzedniego gracza.
Marek zaczyna jak zwykle od "M":
- Marek.
- Koala.
- Alarm.
- Michał.
Marek chwilę się zastanawia. W końcu mówi:
- Ła.
- Jak, jak, synku?
- Łaaaa!!! No, tak robi lew.
Idąc wzdłuż Lejowego Potoku Marek i Tata prowadzą mniej więcej taką rozmowę,
której z uwagą przysłuchuje się Agnieszka:
- Tata, jak rzeka wpada do morza, to czy morze robi się mniej słone?
- Nie. Wyobraź sobie, że jest cały wielki basem wody. To jest morze. I
do tego basenu wsypiemy dziesięć ciężarówek soli. Jaka będzie ta woda?
- Słona.
- A teraz wlejemy do tego morza jedną malutką łyżeczkę wody. Czy woda
będzie mniej słona?
- Nie, dalej będzie okrrropnie słona!
- Widzisz. Tak samo jest z morzem i rzeką.
Ale Marek snuje rozważania dalej.
- A jak wsypiemy do tego basenu sto tysięcy milionów sześć
czterrrdzieści osiem i siedem ciężarówek soli?
Nagle włącza się Agnieszka:
- I pieprzu, Tata, i
piiieeprzuuu!
Z pokoju dzieci dochodzi głos Agnieszki:
- Marek, róbmy tak: ły-ciu, ły-ciu!
Marek:
- Nie, róbmy odwrotnie!
Agnieszka ułożyła pierwszą własną piosenkę. O Krabach.
Właściwie melodia nie jest jej własna, bo wzięła ją z filmu
"Królestwo Mlecznych Ząbków".
Ale tekst jest całkowicie oryginalny. Idzie mniej więcej tak:
Jak się mówi "wiewiórka" po angielsku?
Marek:
- Skłyrył.
Agnieszka:
- Pskłirułsk!
Babcia pyta Marka:
- Jak się mówi "on" po angielsku?
Marek odpowiada bez zająknienia:
- He [hi].
Agnieszka powtarza:
- Hi, hi, hi.
A jak się mówi "ona", Agnieszko?
- Ha, ha!
Mama wyjaśnia Markowi, jak nazywają się kolejne części ciała, pokazując na nim.
- A tu są żebra, syneczku.
Marek piszczy:
- Tu nie są żebra! Tu są łaskotki!
Samochód wertepny.
Marek skarży się:
- Tata, te reklamy są głupie! Ciągle papierosy i papierosy! Ja bym na
reklamie pokazał coś mądrego.
Agnieszka szybko wtrąca:
- Na przykład kotka.
Na gimnastyce dzieci robią nogami "rowerek". Pani wydaje polecenia:
- Teraz dzieci jadą pod górę, kręcą powoli, powoli... A teraz z góry, bardzo szybko!
Agnieszka przestaje kręcić.
- Agnieszko, dlaczego nie kręcisz?
- Bo z góry rower sam jedzie!
Marek do Agnieszki:
- Jak sobie podrzesz skafander, to ci żaden szewc nie zszyje!
Wtrąca się Mama z wyjaśnieniem:
- Szewc nie szyje ubrań, tylko robi buty.
Marek:
- A krawc?
I coś, co dzieci zauważyły, ku radości rodziców:
Marek do Mamy:
- Mamo, ja Ciebie kocham najbardziej ze wszystkich ludzi na świecie!
Mama z filuternym uśmiechem:
- Zaraz. A Tato?
Marek, lekko zrezygnowany:
- No tak, rzeczywiście. Zapomniałem o Tacie.
Zapomnieliśmy.
Agnieszka:
- Marek, nie masz żółtego pojęcia, jaka ja jestem głodna!!!
- Nie mówi się "żółtego pojęcia", tylko "zielonego".
- To ja nie mam zielonego pojęcia, a ty nie masz żółtego!
Agnieszka jęczy:
- Kiedy wreszcie pojedziemy do tej umywalki?
Mama:
- Co??? Do jakiej umywalki?
- No jak to, do tej, gdzie są pawie!
- Aaa! Do "Łazienek"!
Dzieci są na gimnastyce. Agnieszce słabo dziś idzie:
- Nie mogę zrobić tego ćwiczenia, bo mi się płuca wyprostują!
Podczas podróży samochodem dzieci chcą, żeby im czytać wszystkie napisy.
Przejeżdżamy przez Kurów, znane miasto kożuszników. Wszędzie szyldy:
Kożuchy, kożuchy.
Agnieszka:
- Jakie kożuchy?
Marek:
- Nie wiesz? Takie z mleka.
Potem wiele miesięcy nic. Znajoma polonistka Ania powiedziała, że to "kompetencja językowa dzieci wzrosła". Ale jednak...
Agnieszka:
- Tata, gdzie jest ten arbuz, który kupiliśmy?
- Arbuz? W piwnicy. Dziś go zjemy.
- Co? Ja nie chcę w piwnicy!
I znów Agnieszka.
- Ja mam w przedszkolu tylko jednego przyjaciela. Tylko JEDNEGO!
Krystiana i Maćka.
Marek:
- Założyłem sobie kapcie tył naprzód.
Rozmowa w czasie wakacji w górach.
Tato:
- Kiedy wrócimy tu zimą, wszyscy będziemy jeździć na nartach.
Mama:
- Mnie na pewno nikt nie zmusi do jazdy na nartach.
Tato ma jeszcze cień nadziei:
- To może na ski-bobie?
Agnieszka:
- Ja chcę jeździć na ski-bobrze!
Dzieci wymieniają marki różnych samochodów. Marek usiłuje sobie przypomnieć:
- Były jeszcze takie samochody, które się nazywają jak jakieś robaki.
Agnieszka:
- Nie "Robaki", tylko "Żuki"!
Marek:
- Jagododzianki.
Teraz będzie o naszej małej siostrzenicy, Zuzi, która ma dwa lata. Dzieci bawią się
z nią balonikami, ale z jednego uszło powietrze. Zuzia woła:
- Ujek, nabduchaj balon!
W czasie dłuższych jazd samochodem Marek lubi liczyć.
- Doliczyłem do 64, ale nie tak normalnie, tylko samymi gorącymi liczbami.
Rodzice nie wiedzą, co Marek ma na myśli. Po kilku dniach Marek myje z Tatą naczynia.
Pryska gorąca woda. Tacie coś świta.
- Marku, jak się nazywają takie liczby: 2, 4, 6, 8?
- Gorące.
- Gorące? Co to znaczy?
- Parzące.
Na Tatę przychodzi olśnienie! Jak myślicie, co to za liczby?
Liczenie to nie jest hobby Agnieszki. Mama pyta:
- Agnieszko, ile jest siedem dodać trzy?
Agnieszka liczy, liczy, postękuje. Po chwili mruczy do siebie:
- Muszę zdjąć rękawiczki.
Marek:
- Mnie nie jest zimno, bo ja jestem kuloodporny na zimno. Tylko czasem ta
kuloodporność mi się wyłącza, jak jesteśmy na basenie.
Agnieszka:
- Dziś miałam zły dzień. Nie udały mi się rysunki, w przedszkolu było nudno...
Tato:
- Ale jeśli teraz ładnie zjesz kolację, umyjesz się, to ci poczytam przed snem i może
ten dzień okaże się jednak dobry?
- Jak to? Przecież tego nie można przewinąć! Całej ziemi?!
Marek woła w uniesieniu:
- Fortuna! Fortuna! Ktoś mnie obrzuca fortuną! Ja zaraz tego ktosia też obrzucę fortuną!
Po sekundzie zastanowienia:
- Mama, co to jest fortuna?
Marek:
- Ojeju! Mam zawroty sumienia.
Agnieszka nie może zrozumieć pani, która ma wadę wymowy. Następnego dnia komentuje:
- Ta pani ma pogięte słowa.
Marek:
- Tato, co to jest hamgumber?
Dzieci bawią się, Marek jest marynarzami. Polują na nietoperze (jak to marynarze).
- I nietoperz wypił zatrutkę! - informuje z triumfem Marek.
Agnieszka (jako nietoperz):
- Czy macie jakieś lekarstwo od umierania?
Mama do Agnieszki, która zawsze nakłada ubrania na złą stronę:
- Agnieszko, założyłaś bluzeczkę tył naprzód. Masz królika na plecach.
- Królik przekicał na inną polankę!
Agnieszka planuje:
- Mama, jak jak ja pójdę do nieba, to będę pomagać Matce Bożej, bo Ona jest gospodynią.
Będę zamiatać niebo i czyścić chmurki.
Trwa zabawa, w której występują dwie grupy postaci.
Agnieszka, jako pierwsza grupa:
- Witajcie, przyjaciele!
Marek:
- Witajmy!
Przerabiamy lekcję o relacjach rodzinnych. Dzieci rozwiązują rebusy. Agnieszka nie lubi tego
bardzo. Mama objaśnia rebus:
- Mamy "strzałka". Zamiast "rzałka" trzeba wstawić "ryjek". Co wyjdzie, Agnieszko?
Agnieszka postękuje. Rozgląda się bezradnie. W końcu oświadcza zrezygnowana:
- Pradziadek!!!
W czasie zabawy Agnieszka nie mówi normalnie, tylko krzyczy, piszczy, skrzeczy,
i jeszcze nie wiadomo, jakie dźwięki wydaje. Tata nie może tego znieść.
- Agnieszko, kiedy ty w końcu zaczniesz mówić ludzkim głosem?
A Agnieszka na to:
- Meeee!!!
Dzieci uwielbiają kiszone ogórki. Podczas kolacji Agnieszka kładzie sobie na dłoni
przepołowiony ogórek. Przygląda mu się uważnie. Po chwili mówi z troską:
- On jest martwy!
Mama z Agnieszką zjeżdżają na nartach. Mama przewraca się. Podjeżdża Agnieszka.
- Co się stało?
- Boli mnie siedzenie - odpowiada Mama.
- No to nie siedź, tylko zjeżdżaj.
Kilka dni wcześniej w Zakopanem odbywały się mistrzostwa świata w skokach narciarskich,
podczas których Adam Małysz wykonał najdłuższy skok. Marek bardzo to przeżywa:
- Mama, czy są w sklepach bluzki z Adamem Małyszem?
Agnieszka nie dosłyszała:
- Co? Jakie kluski?
Jeszcze długo wspominaliśmy kluski z Adamem Małyszem podczas obiadów u Gaździny
w Małym Cichym, pod Zakopanem.
Agnieszka zastanawia się:
- Jeśli niewidomi nie widzą, to jak oni widzą?
Ćwiczymy dodawanie do dziesięciu. Tato do Agnieszki:
- Ile to będzie: dziesięć dodać jeden?
- Jedenaście
- A dziesięć dodać dwa?
- Dwanaście.
I tak dalej. Około osiemnastu Agnieszka proponuje:
- Tata, zapytaj mnie, ile to jest: dziesięć dodać zero?
- No, dobrze. Ile to jest, Agnieszko, dziesięć dodać zero?
- Zeronaście!
Przy kolacji jedna grzanka przypaliła się i dymi. Tato:
- Grzanka dla najodważniejszego!
Marek:
- Jestem najodważniejszym z nieśmiałków!
Tato:
- Albo najśmielszym z odważników.
Marek:
- Sezamie, zamknij się!
Agnieszka:
- A Sezam poszedł i zamknął się w kuchni.
Agnieszka zobaczyła na ławce motyla.
- Mamo! - krzyczy - ja wczoraj uratowałam takiego
samego motyla, który wpadł do brodzika!
I dodaje, pokazując rączkami:
- Tylko mój był o numer większy.
Dzieci są już w drugiej klasie. Więcej piszą. Mają jednak dużo kłopotów z polszczyzną. Bardzo trudno im rozpoznać, kiedy pisze się "ś" a kiedy "si", podobnie "ć" i "ci", "ę" i "en", i tak dalej.
Zaglądamy do zeszytów dzieci i co tam widzimy:
mrozina zima, bąbka, prezęty, przyjazini, siwięta, siwiat, poznalisimy, siwieci, maszyna do szyća, zdruw, zbódować, bendę, pouczająca mysil, przykrylisimy, mielisimy, świecilisimy, zasipiewam na Pasterce, no i wreszcie przebój semestru: cima.
W Środę Popielcową Marek pyta:
- Mama, czy to prawda, że w Wielkim Poście rezygnujemy z różnych ważnych rzeczy?
- Taak... Można to i tak powiedzieć, chociaż...
Ale Marek nie czeka na zastrzeżenia.
- No to ja rezygnuję ze szkoły!
Agnieszka:
- Mama, czy w sobotę będzie już lany poniedziałek?
Agnieszka bardzo się drapie, rozdrapuje wszystkie swoje ranki. Jesteśmy tym zdruzgotani.
- Agnieszko - mówi zrozpacznoa Mama - ty jesteś już dziurawa!
- Ona przecieka, Mama, ona przecieka! - krzyczy Marek.
Agnieszka jest poruszona przypowieścią z Ewangelii o rozmnożeniu chleba.
- Jak Jezus mógł nakarmić tyle ludzi dwiema rybami?! To musiały być wieloryby!
W tym miesiącu Tato ma pomysły.
- Czy tydzień dobroci dla Bobrów można nazwać tygodniem bobroci?
- Co mówią Bobry, gdy wracają do domu po długiej podróży?
- Mówią tak: Wszędzie bobrze, ale w domu najbobrzej.
Agnieszka, w złości:
- Jak ja go dorwę, to mu tak przyłożę, że mu wszystkie żebra powypadają!
Marka to nie przekonuje.
- A jak to będzie bez... eee... bezkręgowiec?
Agnieszka:
- Chomik szablozęby.
Marek:
- Libiszczanie (chodzi o Libijczyków).
Przepisane z zeszytu Marka:
Inteligencja to jest coś, co ma człowiek, ale nie zawsze tego używa.
Marek:
- Dlaczego w Wąchocku szafy leżą na podłodze?
- Żeby można było sięgnąć na górną półkę.
Tata, na widok jakiejś reklamy:
- Zobacz, w tej szafie jest żyrafa.
MareK
- Bo to szafari. Safari w szafie.
Bobry |
Beavers |
back to main page |
powrót do głównej strony